ocena: +5+x

POZIOM
0

TRUDNOŚĆ PRZETRWANIA
KLASA 3

Wyjście: 5/5
Ślepy Zaułek

Środowisko: 5/5
Martwa Strefa

Byty: 0/5
Brak Niebezpiecznych Bytów

Missing alt text.

Zdjęcie, które zostało dodane do Publicznej Bazy Danych przed zaginięciem wykonawcy.

Opis

Red Rooms są bardzo podobne do swojego pierwowzoru, jednakże dzielą je nieco kluczowe różnice. Otoczenie zatopione jest w barwach głębokiej czerwieni, zaczynając od karmazynowej tapety, na nikłym oświetleniu kończąc. Wykładzina jest szorstka i lepka, kontrastując z tą ślisko-wilgotną Poziomu 0, kryjąc w sobie liczne kolonie grzybów oraz połacia czarnej pleśni porozrzucane po ciemnych kątach.

Radiokomunikacja na poziomie jest tak samo mierna, co na Poziomie 0, a im dłużej podmiot przebywa w nim, tym jakość komunikacji będzie gorsza, aż nie zaniknie całkowicie. M.E.G. udokumentowało trzy przypadki ofiar z agentów polowych, po których słuch zaginął, gdy utracono z nimi łączność. Argument w tej postaci przekonuje do twierdzenia, iż pokoje te są skrajnie trudne do przejścia lub z których wyjście jest niemożliwe.

Podczas tychże krótkich łączności M.E.G., otoczenie opisywane było jako instynktownie niekomfortowe, jak i niepokojące ogólnie do egzystowania w nim. Osoby tknięte atmosferą Red Rooms zgłaszają uczucie obrzydzenia, rozpaczy, a nawet i paranoi równie mocno, co poczucie klaustrofobii. Te silne emocje potęgują stres często towarzyszącemu nagłemu oderwaniu od monotonii Poziomu 0.

Należy nie podchodzić ani nie wchodzić do tych pokoi. Jeżeli je zauważysz, zawróć i pod żadnym pozorem nie próbuj tam wejść.

Bazy, Posterunki i Społeczności

W Red Rooms nie ma jakichkolwiek baz, społeczności, czy posterunków.

Wejścia i Wyjścia

Wejścia

Do Red Rooms można się dostać najprawdopodobniej tylko przez Poziom 0 po losowym zakręcie. Nie znaleziono jeszcze sposobu na ustalenie, gdzie na poziomie się one objawią.

Wyjścia

Po wejściu do Red Rooms przypuszczalnie nie ma szansy na wyjście.

Czerwień…

Westchnęła i zsunęła się na kolana, siadając pod jedną z czerwonych ścian. Była wyczerpana wszelakimi próbami wyjścia z tej ciemnicy rodem z koszmarów. Cóż mogła jeszcze poczynić?
… Weszła tutaj godzinę temu. Znów krążyła po Poziomie 0 będącym częstym jej celem podróży. Był on bowiem miejscem, w którym nikt by jej nie przeszkadzał. Miejscem, którego brzęczenie świetlówek uspokajało jej rozbujały sztorm myśli. Otoczona była ogłuszającą, lecz też uspokajającą ciszą. Niestety wystarczył tylko i wyłącznie jeden źle dobrany kierunek, aby zastała siebie pozbawioną tych przyjemności.

Tak jakby żółtawa otoczka tego miejsca została obdarta, odkrywając jej czerwoną podpowłokę. Wszystko było nietakie. Złowrogie wręcz. Brzęczenie lamp stało się zupełnie inne. Powodowało u niej niemalże rozrywanie bębenków usznych, jakby ktoś pisnął klaksonem bezpośrednio w narząd słuchu. Jej potknięcie zaowocowało zderzeniem się ze ścianą — miejsce, do którego przybyła, było zablokowane otapetowanym fundamentem, który pojawił się tak nagle, jak gdyby był tu od zawsze. Ściany te były zimne i wilgotne w dotyku, jak się okazało po jej kontakcie z nimi. Płyta regipsowa.

Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu drogi powrotnej do jej bezpiecznej przystani. Śmierdzący czymś na wzór miedzi dywan był lepki. Otoczenie powodowało naturalny dyskomfort w głębi wżynający się w jej umysł tym samym spowalniając dalsze postępy. Nie miała przy sobie żadnego papieru, na którym by mogła rozrysować mapę, więc musiała posłużyć się jej pamięcią. Po paru przekroczonych rozwidleniach znalazła się w ślepym zaułku. A później w następnym. I następnym. To miejsce było małe i linearne.

Wszędzie dookoła objawiały się dziury prowadzące do jeszcze kolejnych pokoi. Tego typu zniszczenia i podobne były jej już znane z podróży; łzy wsiąknięte w dywan, pozrywane oprawy w świetlówkach — chleb powszedni. Wyobrażała sobie, jak jej poprzednicy próbowali się wspinać lub znaleźć jakiś zbawienny tunel. Współczuła im, jednakże jej własna beznadzieja zaczynała w niej kiełkować.

Jednym z zaobserwowanych elementów dekoracji była płytka wbita w jedną ze ścian niedaleko początku, która ukazywała aktualnie liczbę 74. Zaniepokoiło to ją, gdyż wydawała się wyryta celowo. Nie było u niej cienia wątpliwości, że wiedziała dlaczego to tu sterczało i wywołało u niej szok. To było to. Tak właśnie miała umrzeć.

Z powodu desperacji niezbyt zręcznie wspięła się na ciasną dziurę w ścianie, zahaczając przy tym nogą o drewniane fundamenty. Ruszyła dalej w głąb nowego zestawu pokoi szukając wyjścia. Ale…

Ja już tu byłam.

Jej najmroczniejsze oczekiwania się spełniły, gdy badała nowe otoczenie, poszukując oznaki różnicy. Lecz sensu w tym nie było — pokoje były identyczne do poprzedniego kompleksu, w którym jeszcze przed chwilą była. Pokój początkowy, korytarz z zakrętem, oznaczony pokój, korytarz z dwoma zakrętami, pusty pokój. To była ścieżka, którą znała od dziury do następnej. Spróbowała po raz kolejny w nowym pustym pokoju.

Pokój początkowy, korytarz z zakrętem, oznaczony pokój, korytarz z dwoma zakrętami, pusty pokój.

Pokój początkowy, korytarz z zakrętem, oznaczony pokój,
korytarz z dwoma zakrętami, pusty pokój.

Pokój początkowy,
korytarz z zakrętem,
oznaczony pokój,
korytarz z dwoma zakrętami,
pusty
pokój.

Po
kój
po
czą
tko
wy,
ko
ry
tarz
z
za
krę
tem,
o
zna
czo
ny
p
o
k
ó
j
.
.
.

Westchnęła i zsunęła się na kolana, siadając pod jedną z czerwonych ścian. Była wyczerpana.

tallies.png